Dieta niskokaloryczna – nie taki diabeł straszny

Ludzie boją się diet. Mają przed nimi obawy – czasem słusznie, czasem nie. Wielu osobom dieta kojarzy się również z głodowaniem, za co należą się szczególne podziękowania twórcom diet-cud typu „schudnij 10 kg w 14 dni”. Każdy, kto choć raz próbował tego typu głodówek (bo chyba inaczej nazwać tego nie można) wie, w czym rzecz. Tymczasem dobra, ale taka naprawdę dobra dieta, to coś więcej, niż tydzień czy dwa tygodnie odżywiania się w zakładany sposób. To tak naprawdę zmiana stylu życia. Zmiana przyzwyczajeń. Dyscyplina. Wtedy i tylko wtedy unikniemy bowiem efektu jojo.

Zrywy – rzecz niepożądana

Ludzki organizm nie przepada za zrywami. Nie przepada za nimi mózg, kiedy zaczynamy uczyć się obcego języka po dwie godziny dziennie, by po tygodniu zrezygnować i przypomnieć sobie o nauce po kolejnych dwóch miesiącach. Nie przepadają za nimi nasze mięśnie, gdy postanawiamy odwiedzać siłownię i trenujemy jak oszalali przez miesiąc, by potem przestać na pół roku. I w końcu – nie przepada za nimi nasze ciało, kiedy nagle ograniczamy na dwa tygodnie liczbę spożywanych kalorii o 70 czy 80%, czekając na dzień, w którym w końcu będziemy mogli najeść się do syta.

Nagroda?

No dobrze, a co w takim razie lubi nasz organizm? Otóż lubi on regularność i konsekwencję. Rutynę (oczywiście w dobrym znaczeniu tego słowa). Przewidywalność. Wszyscy wiedzą, że nieprzespana noc może poważnie zaburzyć rytm kolejnego dnia, ale mało kto poważnie traktuje okresowe przejadanie się („a – bo urodziny”, „a – bo weekend”, „a – bo wakacje”). Tymczasem tego typu „gastro-zrywy” potrafią zniweczyć niejedną, nawet perfekcyjnie przeprowadzoną dietę. Nietrudno przecież nadrobić stracony w ciągu tygodnia kilogram czy dwa, fundując sobie „w nagrodę” weekendową ucztę, tym bardziej, że dla większości osób weekend zaczyna się w piątek wieczorem i kończy w niedzielę…

Utrzymać efekt

Co zatem możemy zrobić? Oczywiście – zmienić swój styl życia. Zmienić nie na zasadzie kilkutygodniowego zrywu, lecz na stałe. Przyzwyczaić organizm do zupełnie innego, nowego sposobu odżywiania. Ale uwaga – tu nie chodzi o „dietę 300 kcal”, „dietę lodową” czy inne mądrości, jakich pełno w Internecie. Tu chodzi o wybranie dla siebie takiego sposobu odżywiania, który nie tylko spowoduje utratę wagi, ale też pozwoli utrzymać uzyskany efekt, a przy tym będzie służył naszemu zdrowiu i dobremu samopoczuciu. Niestety w tym właśnie momencie dla wielu osób zaczynają się schody – mnogość wyboru powoduje bowiem prawdziwą dezorientację.

Powoli, ale stanowczo (i bezpiecznie)

Osobom przyzwyczajonym do spożywania dużych ilości kalorii, trudno zaakceptować fakt, że dieta o niskiej kaloryczności (LCD) może być propozycją właśnie dla nich. Zła wiadomość? Przez pierwsze dni faktycznie może się zdarzyć, że będziemy odczuwać głód. Dobra wiadomość? Ludzki żołądek ma cudowną moc zaciskania się, zatem „piekielne męki”, o ile w ogóle się pojawią, skończą się właśnie po tych paru dniach – później będzie już z górki. Dieta LCD to przy tym bardzo bezpieczna i niezwykle skuteczna metoda leczenia otyłości i wszelkich związanych z nią schorzeń, a także doskonały sposób na utratę nadprogramowych kilogramów. Z założenia w diecie tej spożywana ilość kalorii oscyluje w granicach 800-1400 kcal i umożliwia utratę kilograma masy tłuszczowej w ciągu około pięciu dni. Mało? Tylko na pierwszy rzut oka i tylko w porównaniu z obietnicami bez pokrycia, z jakimi mamy do czynienia w przypadku wspominanych już diet-cud. W rzeczywistości w ciągu miesiąca jesteśmy w stanie stracić nawet sześć kilogramów, a to już poważne (i widoczne) zmniejszenie masy ciała. Co istotne, taka utrata wagi jest bezpieczna dla naszego organizmu, zaś dzięki wzbogaceniu diety LCD w niezbędne witaminy, minerały i aminokwasy, problem jakościowego niedożywienia praktycznie tutaj nie występuje.

Wygoda i mnogość wyboru

Dobra dieta nie powinna być monotonna – im więcej mamy możliwości wyboru, tym większe szanse, że zarówno przetrwamy czas diety właściwej, jak i zmienimy nasze późniejsze nawyki żywieniowe na lepsze, pamiętając o dobrych smakach dietetycznych potraw. A wybór w LCD mamy naprawdę imponujący: zamienniki posiłków, produkty wysokobiałkowe, napoje (zarówno izotoniczne, jak i regulujące apetyt), a nawet energetyczne batony z wysoką zawartością białka. Co więcej, produkty te dostępne są w wielu różnych smakach, a dodatkowo są albo niezwykle proste w przygotowaniu, albo też w ogóle takiego przygotowania nie potrzebują.

Schudłem, co dalej?

No dobrze, a co później, kiedy już schudniemy do poziomu, jaki nam się wymarzył? Nie możemy przecież bez przerwy spożywać 800 czy nawet 1400 kcal. Dieta LCD ma to do siebie, że poprzez zwracanie uwagi na to, co jemy, zmieniamy również nasze, wspomniane już wyżej, nawyki żywieniowe. Uczymy się, że nawet dla jedzenia typu fastfood znaleźć możemy zamienniki. Że słodycze nie są niezbędnym elementem diety, podobnie jak nadmiar tłuszczy czy węglowodanów. I że odżywiając się w sposób świadomy, będziemy nie tylko lepiej wyglądać, ale też o wiele lepiej się czuć.